Samodzielne studia - Joelle Charbonneau

Druga część „Testów”. Lepsza od jedynki? Gorsza? Cholera wie. I ją pytajcie, bo ja nie mam pojęcia.

 

W tej części Cia i ci szczęśliwcy, którym powiodło się na Testach, dostają się studia, gdzie poddawani są kolejnym sprawdzianom. Innymi słowy: wypadli na tyle dobrze, żeby znów można było ich oceniać – jak to w życiu. ;)

 

„Samodzielne studia” nie są już tak podobne do „Igrzysk…” jak część pierwsza (ufff!). Joelle Charbonneau najwyraźniej stwierdziła jednak, że skoro nie kopiuje już koleżanki, to... może kopiować samą siebie. Niektóre momenty drugiej części cyklu do bólu przypominają te fragmenty „Testów”, które można było uznać za świeże (a przynajmniej nie tak wyświechtane). Szkoda, że autorka postanowiła zabić coś, dzięki czemu czytelnik mógł oszukać sam siebie, że nie czyta drugi raz tej samej historii. ;)

 

Bohaterowie? Główna bohaterka tym razem epicko idealna, zawsze trzeźwo myśląca, przewidująca posunięcia innych o krok. Czasem daje się oszukać, ale tylko wtedy, kiedy autorka zwęszy okazję do zbudowania napięcia. Tomas kręci się gdzieś w tle, ale chyba tylko po to, żeby podkreślić fakt, że Cia nikomu nie powinna ufać. Krótko mówiąc: kreacja postaci – strasznie sztampowa.

 

W tle rozgrywa się wątek polityczny. Na początku niepozornie, by z rozdziału na rozdział przybrać na sile. „Samodzielne studia” zaczynają się jak typowa powieść dla nastolatków, a kończą prawie jak „House of Cards”. Nie wiem, co się stało po drodze, ale wszystko wskazuje na to, że Charbonneau zmieniła swój target. Mnie to odpowiada, ale początek książki ewidentnie nie współgra z końcem.

 

Co do finiszu - trzeba przyznać, że kilkanaście ostatnich stron „Samodzielnych studiów” miecie. Jest przewrotnie i nie do końca przewidywalnie. Taki stan rzeczy zdecydowanie mnie pokrzepił, bo zawsze mam moralniaka, kiedy czytam powieść dla tzw. „młodych dorosłych”. ;) Uzyskawszy od samej siebie rozgrzeszenie, mogę spać spokojnie.

 

Trzecią część („Egzamin dojrzałości”) pewnie kiedyś przeczytam, bo to dziadostwo strasznie wciąga. Aj noooł, sama się sobie dziwię. Mam jednak nadzieję, że autorka pójdzie w mroczny, surowy klimat i nie będzie się bawić w romanse. Żądam buntu i rebelii! ;)