Baśnie Braci Grimm dla młodzieży i dla dorosłych. Bez cenzury - Philip Pullman, Tomasz Wyżyński

Książka chodziła mi po głowie od bardzo dawna. I chciałam, i bałam się (jak to każda kobieta ;)). Z jeden strony bardzo ciekawiły mnie pierwotne, mroczne wersje baśni braci Grimm. Z drugiej – obawiałam się, że autor będzie odcinał kupony od tekstów, które znają wszyscy, i zaserwuje czytelnikom bardzo przeciętną publikację. Wrażenia po lekturze?

 

Cóż, na początku powinnam chyba zaznaczyć, że książka ma lekkie naleciałości stylu popularnonaukowego. Nie obyło się bez wstępu poświęconego baśniom ogółem (z naciskiem na ich typowe cechy) oraz samym braciom. Potem możemy dobrać się do treści właściwej, czyli baśniowych opowieści. Po każdej baśni podany został jej typ, utwory podobne i zjadliwa interpretacja/podsumowanie motywów. Jako takiego zakończenia brak – zamiast tego dostajemy przypisy. Mnie takie podejście do tematu bardzo się spodobało. Podsumowania faktycznie brakuje, ale autor miał ciekawy pomysł na całość. Szkoda, że wykonanie nie jest już tak zadowalające.

 

Jeśli (podobnie jak ja przed lekturą) myślicie, że autor odkopał te najbardziej chore i wynaturzone wersje baśni, po czym zebrał je w całość i zinterpretował – mylicie się. Rzeczywiście, każda z historii została opublikowana przynajmniej w jednym wydaniu baśni braci Grimm. Szkoda tylko, że Pullman sam decyduje, jaką wersję przedstawić odbiorcom. Wygładza teksty, miesza w chronologii, motywach i nie waha się czerpać prosto z dorobku innych kultur i publikacji różnych autorów. Erotomanów i fanów beztroskiej rzezi muszę rozczarować. Podteksty są, ale zawoalowane (bardzo, a nawet BARDZO). Od czasu do czasu pojawia się za to przemoc. Ta z kolei przedstawiana jest bezpośrednio, chociaż bez krzty emocji. Niby treści baśni mają być proste, z mocnym przekazem. Wydaje mi się jednak, że doprowadzanie do skrajności i odzieranie przywołanych historii z elementów, które mogłyby wywołać w czytelniku jakiekolwiek uczucia, też nie jest właściwym podejściem. Co do interpretacji… Nie ukrywam, że już sama ich obecność wywołała mój zachwyt na samym początku lektury. Potem było jednak nieco gorzej. Owszem, autor często wspomina, kto opowiedział braciom daną baśń. Stara się również opisać główne motywy i przywoływać interpretacje różnych autorów. Zwykle jest to jednak kilka suchych akapitów, z których niewiele można się dowiedzieć. Bywa też, że naprawdę ciekawa interpretacja nazywana jest przez Pullmana nadinterpretacją. Ot, cała zabawa.

 

Co do samych baśni – aż się zdziwiłam, jakimi pierdołami karmi się młode umysły. ;) Po latach stwierdzam, że z baśni możemy dowiedzieć się następujących rzeczy:

1) Jeśli jesteś głupi, na 99% jesteś dobrym człowiekiem. A jeśli już jesteś głupi i dobry, to na bank będziesz miał szczęście. W zasadzie jeśli jesteś głupi i niekoniecznie dobry, to też możesz mieć, nic straconego.

2) Generalizując: kobiety dzielą się na te przed ślubem i na te po ślubie. Te przed ślubem to głównie piękne, delikatne, piękne, mądre, piękne i dobre dziewczęta (wspominałam już, że są piękne?). Te po ślubie to tępe suki, które mają za nic własnych mężów, liczy się dla nich tylko bogactwo, a jeśli nie mają co jeść, bez wahania poświęcają życie własnych dzieci. No, chyba że mają to szczęście umrzeć od razu po porodzie. Wtedy można postrzegać je podobnie, jak kobiety przed ślubem. ;)

3) Jeśli diabeł przychodzi do ciebie i daje ci wybór: ucinasz własnej córce ręce albo rogaty zabiera cię ze sobą - idziesz po siekierę.

4) Złoty kołowrotek to coś porównywalnego do dzisiejszego iphone’a. Jak go masz, to jesteś gość. A raczej gościówa, bo to kobiecy atrybut.

5) Sieroty albo dzieci wygonione z domu przez rodziców mają takiego fuksa, że powinny grać w totka.

6) Decyzję o ślubie faceci podejmują w ciągu pierwszych sekund od spotkania wybranki.

7) Jeśli jakiś gadający zwierzak mówi ci, że masz czegoś nie robić, to tego nie rób. Tak, nie łudź się, i tak to zrobisz. ;)

 

 

Żebyście jednak nie myśleli, że czas poświęcony na lekturę był czasem straconym, przywołam historię o Roszpunce. :) Wersję popularną pewnie każdy zna, autor natomiast pokusił się o dość ciekawy komentarz. Okazuje się, że motywem przewodnim w tej baśni jest ciąża. W jednej z wersji matka biologiczna Roszpunki chciała, żeby maż przyniósł jej z ogrodu czarownicy nie roszpunkę, a bodajże pietruszkę, która jest środkiem poronnym. Natomiast sama Roszpunka nie ucieka z wieży z księciem, tylko zostaje z niej wygoniona/przeniesiona przez czarownicę (tę, która zamknęła ją w wieży). Czemu? Bo dziewczyna jest zdziwiona faktem, że nie mieści się już w stare ubrania... Nie grzeszy raczej inteligencją, gdyż… nie zauważyła, że jest w ciąży. Gacha ukrywa, ale o swym błogosławionym stanie w taki właśnie sposób ochoczo poinformowała wiedźmę. XD Dla takich smaczków po książkę warto sięgnąć. Może nie ma ich zbyt wiele, ale kilka ciekawostek sprawi, że na pewnie teksty czytelnik będzie patrzył nieco inaczej.

 

PS Za możliwość przeczytania raz jeszcze dziękuję Larze. :)