Pieśń Walkirii - Craig Russell

Russell, po dwóch małych wpadkach, znów sprowadza „Cykl hamburski” na właściwe tory. Chwała mu za to. „Pieśń Walkirii” nie jest może tak rewelacyjna jak „Krwawy orzeł” i „Brat Grimm”, ale zdecydowanie odbiega poziomem od „Zmartwychwstałego” i „Mistrza karnawału”. In plus, oczywiście.

 

Tym razem podoba mi się i wątek kryminalny, i jego tło. Główny bohater wraz ze swoim zespołem musi rozwikłać zagadkę morderstwa. Okazuje się, że tym razem nie będzie tak łatwo. Trop prowadzi do Walkirii – zimnych, perfekcyjnych zabójczyń, które szkoliły się pod okiem członków Stasi. Są biegłe zarówno w sztuce mordu, jak i łóżkowej. Z łatwością potrafią zmieniać wygląd i manipulować innymi ludźmi. Dla Fabla jest to nie lada problem. By nie dać się zwieść, nasz spec musi stawić czoła własnym przekonaniom i wyjść ze strefy komfortu.

 

Autor zauważył najwyraźniej, że tak zarysowany wątek kryminalny jest doskonałą okazją ku temu, by wziąć się za bary z problemem postrzegania kobiet we współczesnym społeczeństwie. W powieści występują liczne postacie płci żeńskiej i przyznam, że niekiedy miałam już dość tej nieco feministycznej otoczki. Zaznaczę jednak, że Russell porusza sprawy ważne i stara się to robić w sposób niebanalny. Jeśli natomiast pojawiają się wzmianki na tematy dość wyświechtane, autor ogranicza się przeważnie do zaznaczenia ich wagi. Tak więc podczas lektury zastanowimy się, czy kobiety, mimo swej natury, potrafiłyby pracować w policji i wyjść z tego bez szwanku (wszak niektóre sceny zabójstw potrafią zniszczyć umysł najbardziej wytrzymałych mężczyzn). Rozważymy, czy prostytucja zawsze jest dla kobiet upokarzająca, a jeśli tak – czy mimo wszystko mogą pragnąć takich zbliżeń. Na koniec przekonamy się, co dzieje się w psychice ofiary gwałtu, niezależnie od jej płci.

 

„Pieśń Walkirii” na początku rozwija się bardzo szybko i – na szczęście - ciekawie. Po dwustu stronach mamy drobne spowolnienie, ale końcówka przyjemnie przyspiesza. Zdecydowanie warto do niej dojść – epilog jest prawdziwą wisienką na torcie.

 

 Nie byłabym sobą, gdybym nie wspomniała o tym, że w tej części serii wraca stare, dobre poczucie humoru Russella. Nie jest to dowcip intelektualny - w końcu mamy do czynienia nie ze środowiskiem akademickim, a policją. Autorowi daleko jednak od klozetowego humoru. Bardzo spodobał mi się cytat z policjantki: "- Następnemu, który spróbuje się stawiać, odstrzelę fiuta - powiedziała z uśmiechem. - A wierzcie mi, że naprawdę dobrze strzelam, nawet do takich małych celów." ;)

 

Na koniec – okładka. Podobnie jak w przypadku dwóch poprzednich części cyklu, „nasze” wydanie odbiega od oryginału. Po raz kolejny uważam, że to zagraniczne jest lepsze. Nie będę się jednak wyzłośliwiać. Propozycja Wydawnictwa W.A.B. tym razem też mi się podoba. Nie są to wyżyny przeżyć estetycznych, ale lufa ciągnie wzrok, a i zestaw kolorystyczny jest przyjemny dla oka.

 

„Pieśń Walkirii” w swoim prywatnym zestawieniu oceniam na 7/10. Dzięki tej części „Cyklu hamburskiego” nie boję się już, że zakończenie całości będzie tragiczne. Mam nadzieję, że autor utrzyma dobrą passę. Jeśli nie, to będzie to dla mnie spore rozczarowanie.