Ty - Zoran Drvenkar

Wyobraźcie sobie śnieżycę na autostradzie. Zimno. Ciemno. Śnieg sypie tak, że nie jesteście w stanie zobaczyć, co dokładnie dzieje się poza waszym autem. Do tego… utknęliście w korku. Nie wiadomo, ile to potrwa. Służby porządkowe robią, co mogą, ale tak szybko się stąd nie ruszycie. We własnym aucie czujecie się bezpiecznie, więc stopniowo morzy was sen. Niesłusznie. Zupełnie niesłusznie. Już za chwilę ktoś zapuka do szyby. Otworzycie, pełni nadziei, że to ktoś z pogotowia ratunkowego. Anioł dobrych wiadomości z ciepłym kocem i kawą. Tymczasem do waszego samochodu wsunie się obcy. To będzie ostatnia osoba, jaką zobaczycie w życiu. Bez żadnych narzędzi, bez broni, pomoże wam zatopić się w ciemności. Wam i kilkudziesięciu innym osobom stojącym w korku.

 

Drvenkar ma pomysły, ma rozmach i ma lekkość posługiwania się słowem pisanym. Widać to na każdym kroku. Powieść „Ty” miała tak rewelacyjny początek, że byłam święcie przekonana, iż będzie dużo lepsza od i tak świetnego „Sorry” tegoż samego autora. Nie da się przejść obojętnie obok barwnych, zróżnicowanych, charakterystycznych postaci występujących w pierwszej ze wspomnianych książek (choć i druga nie kulała pod tym względem). Nawet kiedy zachowują się jak wyprane z resztek mózgu, ciężko jest traktować je beznamiętnie. Doceniłam również zakończenie. Dopiero na ostatnich stronach dowiadujemy się, jakie jest prawdziwe znaczenie tytułu. Wisienką na torcie jest natomiast doskonała muzyka – Kasabian, Damien Rice, jeśli dobrze pamiętam, pojawiły się również Arktyczne Małpy. Uwielbiam takie klimaty.

 

Autorowi nie udało się jednak uniknąć kilku absurdów, które skutecznie zabijają radochę płynącą z czytania powieści. W zasadzie byłam za delikatna. Drvenkar za młodu musiał poważnie przypierniczyć głową o ziemię po nieudanym skoku przez kozła. Oto czego możemy dowiedzieć się z książki:

  1. Możesz dokonać trzech masowych mordów bez użycia żadnej broni i ujdzie ci to na sucho. Zbrodni dokonujesz, rzecz jasna, w miejscach, gdzie jest pełno ludzi (w tym w środkach transportu). Żadnej z ofiar nie udaje się uciec, chyba, że sam darujesz jej życie. Żadnej nie udaje się też ostrzec pozostałych. Wszędzie zostawiasz swoje DNA i odciski palców. Nikt cię nie powstrzyma, nie zdarzy się nic losowego działającego na twoją niekorzyść, policja nie jest w stanie wyłapać twojej twarzy na monitoringu, żaden ze świadków nie jest w stanie cię rozpoznać. Naciągane jak wargi polskich celebrytek.
  2. Jeśli jesteś nastolatką i ktoś bezpośrednio zagraża Twojemu życiu, jesteś w stanie rozłożyć go na łopatki. Adrenalina sprawia, że zamieniasz się w dwumetrowego atletę. Żadnym problemem nie jest dla ciebie uśmiercenie gościa, który od lat zajmuje się usuwaniem niewygodnych osób.
  3. Będąc kilkunastoletnią osobą płci żeńskiej, jesteś w stanie śmiać się i żartować w kilka godzin po tragicznej śmierci twojej bliskiej przyjaciółki. Muszę wspominać, że przyczyną tej tragedii było twoje durne zachowanie?
  4. Policji zupełnie nie interesuje, że powszechnie uczęszczanymi drogami podróżuje pięć nastolatek. W aucie. Tak, jedna z nich prowadzi. Nie niepokoi to też pracowników stacji benzynowych, lokali gastronomicznych ani przypadkowo napotkanych osób.
  5. W grupie pięciu nastoletnich przyjaciółek przynajmniej jedna musi być dziana, jedna prędzej czy później będzie w ciąży, a jedna musi lecieć na swoją matkę/swojego ojca/brata/kuzyna/wujka. Dziewczyny – wy tak nie miałyście? Pewnie coś z wami nie tak.
  6. Każdy na tym globie jest agresorem i porąbanym psychopatą, co skutkuje tym, że wszyscy mają ochotę kogoś uśmiercić, a mało kto tego nie robi.
  7. Wszyscy są ze sobą powiązani różnymi relacjami rodem z „Mody na sukces”. Nie podskakuj pani Zosi w warzywniaku, bo może być matką twojego brata.

 

Na koniec muszę jednak przyznać, że „Ty” jest pierwszą powieścią od bardzo, bardzo dawna, podczas czytania której nie sprawdzałam co godzinę, ile jeszcze do końca. W zasadzie nie miałam nawet pojęcia, ile stron ma książka. Chwała Drvenkarowi za to, że jest w jego prozie coś, co powoduje, że czytelnik po prostu się wkręca.