Mroczny kochanek - J.R Ward

Dziś kolejna odsłona Kaszany, czyli „Mroczny kochanek”. Początek książki był tak rewelacyjny, że czytałam go dwa razy. Tak, nie macie omamów. Pierwszych 7% objętości przemłóciłam dwukrotnie. Czemu? Ano temu, że za lekturę wzięłam się w busie i nie miałam jak wynotować cytatów. :D A czym byłaby opinia do Kaszany bez cytatów? To jak gołąbki bez sosu pomidorowego, jak pobyt nad morzem bez jedzenia gofrów, jak guma Turbo bez dołączonego obrazka samochodu!

 

Już na samym wstępie możemy dostąpić prawdziwej radości poznania pojęć używanych w powieści. I tak oto dowiadujemy się, że Bractwo czarnego sztyletu, od którego pochodzi nazwa cyklu, to „tajna organizacja mistrzów sztuk walki, której zadaniem jest obrona wampirów przed Korporacją Reduktorów”. „Rozkosze nocy” zryły mi banię tak bardzo, że przeczytałam najpierw „Korporacja REProduktorów”. Zmarnowana szansa, autorko!

 

Jedziem dalej. „Broniec – samiec wampirów, który ma partnerkę. Samce mogą mieć WIĘCEJ NIŻ JEDNĄ partnerkę.” Podkreślam - więcej niż jedną. Za to krwiczka to „wampirzyca, która ma partnera seksualnego. Samice zwykle poprzestają na JEDNYM partnerze.” Coś czuję, że to nie będzie ulubiona książka feministek.

 

A teraz trzymajcie się fotela. Poduszki. Kocysia. Czegokolwiek. Nadchodzi… CHCĄCZKA! „Chcączka – okres płodności u samicy wampirów; zwykle trwa dwa dni i towarzyszy jej potężny apetyt seksualny.” Fajnie? No to czytajcie dalej. „Pierwsza chcączka występuje około pięciu lat po przemianie, później pojawia się raz na dziesięć lat.” :D „Było super, powinniśmy to powtórzyć. Zadzwonię za 10 lat.”

 

Ależ… Co tam definicje… Na początku książki dwóch badassów siedzi sobie w barze… I nagle jeden wypala do drugiego: „Wariat z ciebie, H.”. :D Oh, stop it, you… :D

 

Uwaga! Tu robimy pauzę. „Z twarzą równie arystokratyczną, co brutalną, wyglądał jak król, którym był z urodzenia, i wojownik, którym uczyniło go przeznaczenie.” To zdanie, choć maksymalnie żenujące, jest najlepszym zdaniem w powieści. Przeczytawszy je, można już umierać. Albo brać się za następną książkę. Polecam to drugie, bardziej się opyla.

 

Potem mamy scenę o_mało_co_gwałtu. Laska jest wybitnie debilna, bo idzie ulicą i się nie odzywa, podczas gdy przystawia się do niej dwóch gości. Nie zdziwi Was chyba, że nie może znaleźć gazu pieprzowego? No kurde. Może warto by było otworzyć jadaczkę i krzyczeć? No ale nasza pannica zaczęła wierzgać i kopać dopiero, kiedy koleś „zasłonił jej usta ciężką dłonią”. Ja pierdzielę. W ogóle wiecie, gdzie tak w ciszy zmierzała? Po chińskie żarcie. Chciała jak najszybciej dojść knajpy, bo tam będzie bezpieczna…  Widzę, że punkt z azjatycką szamką to była jakaś oaza w totalnej rozpierdusze, bo inaczej się tego wytłumaczyć nie da.

 

„Gdyby był to ktokolwiek inny, Ghrom użyłby swojego ulubionego słowa: spierdalaj.” Widocznie oglądał tylko ten odcinek Ulicy Sezamkowej, w którym wprowadzano literkę „s”. Wielki Ptak byłby dumny.

 

„W zagęszczających się kłębach pary zmywał z dłoni brud, pot i śmierć.” Nie znam tej ostatniej wydzieliny.

 

„W trakcie swej pracy reportera odkryła, że morderstwa były w Caldwell popularnymi

wydarzeniami. Oczywiście dla wszystkich oprócz mężczyzny czy kobiety, którzy akurat umierali.” Co ty nie powiesz? Dla nich już nie?

 

„Oparła się o ścianę budynku, nie mając pewności, czy jej nogi będą jeszcze działać jak wcześniej”, co świadczyło o jej olbrzymiej inteligencji.

 

„Rankohr był potężnym samcem. Wielkim, silnym, mocniejszym niż inni wojownicy. Miał też wśród wampirów legendarną reputację seksualnego ogiera o hollywoodzkiej urodzie. Kobiety, wampiry i ludzie, stratowałyby własne dzieci, żeby go dopaść.” Tak. Po to, żeby mieć więcej dzieci do rozdeptania. Tak działa ewolucja. Logiczne.

 

„Spóźnienie Zbihra nie było wielką niespodzianką. Postawa Z. wobec świata zamykała się w dwóch słowach ‘pierdol się’”. Oho, pasuje do Ghroma. Tylko oglądali inne odcinki Sezamkowej.

 

„- Sukinsyn - szepnął Ghrom.” I pewnie było to jego drugie ulubione słowo. Również na „s”, co w pewien sposób potwierdza moją teorię. ;)

 

„Miała pozamykane okna i drzwi, a wiejący od zachodu wiatr niósł słodkawy smrodek rozkładających się śmieci.” Romantico! Będzie scena, mówię Wam!

 

„Beth Randall była po prostu niesamowicie i niepowtarzalnie piękna.” A to ci niespodzianka! Nie muszę dodawać, że to główna bohaterka, nie?

 

„Omega odwiedził go na godzinę przed świtem i przekazał mu wszystkie prawa i przywileje nadreduktora.” Wciąż uważam, że „nadreproduktor” brzmiałby bardziej prestiżowo.

 

„Pan X wstał od biurka, przez chwilę przyglądając się swemu odbiciu w oknie. Jasne włosy, blada skóra, blade oczy. Zanim wstąpił do Korporacji, miał rude włosy.” Kiedyś nie miał duszy, teraz jest Gandalfem. Moim zdaniem korzystna zamiana.

 

„Korporacja była inna. Miał wszystko, czego kiedykolwiek pragnął.” Międzynarodowe środowisko, darmowe szkolenia i kartę MultiSport. Czytałam niedawno oferty pracy, więc wiem takie rzeczy. ;) „Musiał więc sprzedać duszę, żeby się tam dostać” – to też tak jakby się zgadza. :D

 

„Na początku trochę martwiła go impotencja, ale w końcu się przyzwyczaił.” To chyba nie jest tytułowy Mroczny Kochanek. Bo jeśli jest, to nie wiem, czy jest sens czytać dalej…

 

„Zresztą upuszczanie krwi było lepsze od jakiegokolwiek seksu czy jedzenia.” No chyba sobie żarcisz. OD JEDZENIA?!?!

 

„Gdy już zajęła miejsce za swoim biurkiem, spędziła popołudnie, łykając tabletki na niestrawność i przeglądając emaile.” Brzmi fascynująco. Ta to ma klawe życie.

 

„Boże, on był piękny.” Piękna ona, piękny on. A taka bzdurna książka.

 

„Była przerażona tym, co się stanie, gdy do niej dojdzie.” Proste. Nie tylko on dojdzie.

 

„Jak on cudnie pachniał. Świeży, czysty pot. Mroczne, męskie piżmo. I ten dym.” Pachniał męską szatnią w budynku liceum?

 

„- Dotknij mnie - jęczała.

(…)

Nie po to tu jestem - powiedział.

- I tak mnie dotknij.” XD Niewiasto, przecież ci powiedział, że robotę ma. :D

 

"Czas iść, naprawdę czas już..." Blisko, blisko. Coś z chodzeniem, ale to jeszcze nie ten czasownik. :D

 

„Spoglądając na ustawiony przed nim talerz sałaty, zmusił się do uśmiechu.

- Ta sałata wygląda bardzo apetycznie, Karolino.” Szkoda tylko, że na talerzu prawdziwego mężczyzny jest miejsce jedynie na mięso i narkotyki…

 

„Tors miał tak zbudowany, jakby pod skórą przemycał wałki do malowania.” Może tak właśnie było… Gdyby to były „Rozkosze nocy”, to powiedziałabym, że ma tam twarde skarpetki.

 

„…a jego członek był tak wielki i wspaniały jak cała reszta jego ciała.” Bardziej podobała mi się wersja Lary: „wampir był prawie tak ogromny jak jego przyrodzenie”. XD

 

„- Muszę o coś zapytać, Ghrom. (…) Co ty tu, do cholery, robisz?

Uśmiechnął się lekko, jakby zadowolony z jej podejrzeń.

- Jestem tu, żeby się tobą zająć, Elisabeth.

To mu się faktycznie udało.”

Ahahahahaha. XD Autorka jedzie po sobie samej, ta książka jest świetna. :D

 

„Billy Riddle brzmi jak ktoś z Ulicy Sezamkowej, a nie gwałciciel” Wiedziałam! JEDNAK SEZAMKOWA!

 

„Kiedy go znowu zobaczy, zapyta, czy jest czysty i bez chorób i trzeba się modlić, żeby usłyszała odpowiedź twierdzącą. A także prawdziwą.” To były myśli dwudziestopięcioletniej kobiety. Tak, już „po fakcie”. Muszę coś dodawać?

 

„Wtedy Beth otworzyła przesuwane drzwi. Wyczuł ją od razu i oczywiście natychmiast miał erekcję.” No to dzisiaj sobie nie pogadają. :D

 

„Czuła jego oczy na swoim ciele, zupełnie tak, jakby jej dotykał.” Może był krótkowidzem i musiał bliżej podejść. Tak blisko, że ją smyrał gałkami. Wy tak nie robicie?

 

"Beth nie mogła nie zauważyć pierwotnej siły jego mięśni, wibrujących bicepsów i tricepsów". Polecam magnez w tabletkach, pomoże na te skurcze.

 

"-Nie skrzywdziłbyś mnie - powiedziała z pewnością siebie, która wydała mu się niebezpiecznie naiwna." Przed chwilą ten gość, wampir, chciał ją pogryźć. Zmieniam zdanie o tej lasce. To nie idiotka. To łatwowierna idiotka.

 

W ogóle wiecie, jaki skurwiel z tego wampira? Wypija krew ze swojej krwiczki i ma wtedy erekcję, a wyobraża sobie, że jest z inną! Czyli że z Beth! GNÓJ! :D

 

"Oto on, człowiek bez duszy polujący na wampiry..." XD Nie uwierzycie, ale to o tym gościu, który był kiedyś rudy. xD

 

"Coś go wytrąciło z równowagi. Na maksa." :D Na maksymalnego maksa! Na maksymalnie wyrąbanego w Kosmos maksa!

 

"Są też beznadziejne filmy klasy B i porno." Ba, są nawet tego typu książki. Np. ta.

 

Przy okazji - laska, znaczy Beth, jest zdrowo rąbnięta. Jeszcze nie zamieniła się w wampira, a już jest zła, że Ghrom wysysa krew z innej. :D Spoiler – potem sama będzie prosić Melissę, żeby użyczyła swojej krwi Ghromowi. TO JEST DOPIERO MIŁOŚĆ! Albo niezdecydowanie. Nie wiem, nie mogę się zdecydować.

 

„-Zostaniesz-spytał?

Zaśmiała się zmysłowo.

- Nie jestem pewna, czy mogę teraz chodzić.”

… Jak w starych, dobrych dowcipach gimnazjalnych.

 

„Najbardziej przerażające były jego oczy. A one były całkowicie skupione na niej, jakby przymierzały ją do trumny. Albo przymierzały się do seksu.” Jedno drugiego nie wyklucza. Ciekawi mnie tylko kolejność. BTW – chciałabym zobaczyć oczy przymierzające się do seksu. Taka gałka oczna w fikuśnych ciuszkach…

 

„…poczuł dotyk jej nagiej stopy. Poczuł nagły przypływ pożądania, ale powstrzymał się.” Poczułam się znudzona tą książką, ale poczułam też, że powinnam czytać dalej.

 

„Wyczuł zapach oburzenia, jakby ktoś psiknął mu w nos cytrusowym odświeżaczem powietrza”. Zawsze zastanawiałam się, czemu lubię zapach cytrusów. A teraz już wiem. Jestem bezczelną suką, którą kręci czyjeś oburzenie.

 

„Tak. Beth też nie wiedziała, o co chodzi.” Jak my wszyscy. Chociaż warto przypomnieć, że nie posądzam jej o przynależność do Mensy.

 

Wiecie, co jest podsumowaniem ceremonii zaślubin? Goście wycinają sztyletami imię wybranki pana młodego na jego plecach, a na końcu te otwarte rany ktoś zalewa solą rozpuszczoną w wodzie. Oczywiście tak jak w całej książce główna bohaterka nazywana jest „Beth”, tak tu nagle staje się „Elizabeth”. :D  Przy okazji - pomyśleć, że my, ludzie, raczej nie pchamy się do żeniaczki. Co mają powiedzieć wampiry? :D

 

„Zaczął chodzić po pokoju. Siadł na kanapie. Znowu chodził po pokoju.” Autorka jest mistrzynią budowania napięcia.

 

„Rozpaczliwie pragnęła mu pomóc, ale nie mogła wykonać reanimacji, dopóki funkcjonowały organy wewnętrzne.” WTF? Niech poczeka, aż mózg też przestanie pracować. Najlepiej, jeśli pomoże mu, kiedy ciało zacznie się rozkładać.

 

„..westchnęła z przyjemności. Dźwięk uaktywnił jego erekcję, więc pogłaskał ją palcami po obojczyku.” Nooo. Związek przyczynowo-skutkowy jak najbardziej zachowany.

 

Generalnie pod koniec dzieją się dziwne rzeczy i nie za bardzo chce mi się wnikać w to, co czytałam. W pewnym momencie cisnęło mi się na usta: „Rurku, kto odpowiada za to, jak wygląda ta fabuła?”. W książce notorycznie pojawia się też zwrot „gwiazdki do rzucania” - jakieś tryliard miliardów czy miliard tryliardów razy. Nie muszę chyba mówić, że shuriken czy chociażby gwiazdka ninja brzmiałaby lepiej.

 

Ocena? 1/10. „Rozkosze nocy” mnie ubawiły, tu naprawdę się wymęczyłam.