Tam gdzie ty - Magdalena Moltzan-Małkowska, Jodi Picoult

„Każdy ma prawo do szczęścia”? Bzdura. Społeczeństwo, kościół, a czasem i najbliżsi dbają o to, żebyśmy przypadkiem za bardzo nie odchylili się od normy. Wszystko, co inne, jest niedopuszczalne. Sąsiad bez własnego życia prywatnego najchętniej umieściłby kamery w twojej sypialni i codziennie rano zdawał ci raport z tego, co według niego było wynaturzone. A jeśli jesteś pedagogiem? Dydaktykiem? Psychologiem? Codziennie stykasz się z młodymi, nie ukształtowanymi jeszcze umysłami? Czy rodzice mają prawo nie chcieć, żeby homoseksualista miał wpływ na ich dzieci…?

 

Picoult bierze się za temat związków jednopłciowych. Ba, mało tego. Rozważa, czy homoseksualnym partnerom przysługuje możliwość posiadania i wychowywania dzieci. I choć wydawać by się mogło, że wszystko na ten temat zostało już powiedziane, a jedyna słuszna odpowiedź tak naprawdę nie istnieje, autorka dorzuca do tematu swoje trzy grosze.

 

Jak to zwykle u Picoult bywa, historię poznajemy z punktu widzenia różnych bohaterów. Tym razem wypowiedzi konkretnych osób nie są zróżnicowane stylistycznie, ale w „Tam gdzie ty” nie było ku temu wyraźnego powodu. Zasadnicza różnica tkwi w postrzeganiu pewnych zagadnień. Co ciekawe - żaden z bohaterów nie jest w błędzie i żaden nie ma stuprocentowej racji. Nikt tu nie jest bez winy. Jak w takim razie rozsądzić, komu przysługuje prawo do zarodków?

 

Odważnym posunięciem było ukazanie kościoła i duchownych w zdecydowanie negatywnym świetle. Choć religia stanowi w książce istotny drogowskaz i może być inspiracją do czystego, szczęśliwego życia (postać Liddy), to Picoult kładzie raczej nacisk na to, jak bardzo duchowni mogą być bezwzględni i jak bardzo zamknięte są ich umysły. Tak się składa, że persona, która w książce jest przedstawicielem kościoła, należy do osób przekupnych, chytrych i egoistycznych.

 

„Tam gdzie ty” nie jest książką na wskroś poważną. Choć gorzkich scen tu nie brak, Picoult po raz kolejny daje upust swojemu błyskotliwemu poczuciu humoru. Dowcipy Angeli (prawniczki Zoe i Vanessy) o Prestonie (reprezentującym Maxa) są tak ironiczne, że nie sposób się nie zaśmiać. Przykład?

„- Hej, Zoe, czy znasz różnicę między Wade’em Prestonem a Bogiem? – Pauzuje teatralnie. – Bóg nie myśli, że jest Wade’em Prestonem.”

Jako że ironia i autoironia mi nie obce, podczas lektury uśmiałam się serdecznie. Niemal każde spotkanie naszych dziarskich kobitek z Amandą wiąże się z dowcipem o Prestonie. Oj, nie wiem, czy którykolwiek z nich był słaby.

 

„Tam gdzie ty” to otwierająca oczy i serca książka. Picoult nas naprawia. Sprawia, że na pewne problemy patrzymy inaczej, bardziej empatycznie. I choć autorka przeważnie stroni od patosu, porusza tematy na tyle istotne, że jej książki zostają w nas na długo. A ja nie mam nic przeciwko temu.