Lista siedmiorga - Mark Frost

Najwidoczniej mam alergię na słowa „ektoplazma” i „elektroplazma”  bo zanim drugie z nich pojawiło się w książce, dzielnie się trzymałam. Niestety, powalił mnie fragment:

 

„–Proszę mówić dalej – powiedziała.

Opisał jej podróż do Cambridge, swoje bliskie spotkanie z Bóg-wie-czym w gmachu wydziału antycznego, na koniec pokazał zmienioną nie do poznania książkę, którą zabrał ze swego mieszkania.

–Co mogło spowodować coś takiego? – spytał.

–Eksplozja elektroplazmy. Duch przechodzący z innego świata do naszego. Właśnie dlatego Pietrowiczowa mnie wezwała. Chciała, abym to zobaczyła. Bardzo źle.”

 

Wprawdzie można było się spodziewać takich klimatów po współtwórcy „Twin Peaks”, ale biorąc się za książkę żyłam nadzieją, że „Lista siedmiorga” nie będzie aż tak silnie oparta na zjawiskach nadprzyrodzonych. Pomyłka. Duchy to rdzeń tej powieści. Może takie motywy kiedyś robiły wrażenie (w końcu książka pochodzi z roku 93), ale ja nie szukałam akurat tajnych stowarzyszeń i paranormalnych ekscesów na szeroką skalę.

 

Przyznam, że nie dałam rady dokończyć książki. Zaznaczam jednak, że początek zaskakuje sprawnym wprowadzeniem postaci głównego bohatera. Opis niby standardowy, ale nie  przegadany. Być może komuś, kto gustuje w opowieściach o duchach, pójdzie lepiej niż mnie.